Co wynika z historii?

Wszystko wynika oraz…nic. To „wszystko” dość łatwo opisać. Weźmy choćby Wilno. Z historii wynika i jego skład narodowościowy i architektura i mentalność ludzi i zwyczaje i wiele, wiele innych.

A co z tym „nic”? Tutaj troszkę trudniej. Jeśli historię zacznie się traktować jako element walki czy realizacji celów współczesnych to zaczyna z niej właśnie to „nic” wynikać. Wszyscy to obserwujemy. Jedni na podstawie historii potrafią „udowodnić”, że na Litwie Polaków nigdy nie było. Inni, że Litwini właściwe nie istnieli. Wielkie Księstwo Litewskie było czymś w rodzaju dość dużych, ale jednak przedmieść Krakowa czy Lublina. W drugą stronę okazuje się, że prawa do właściwe całej Europy mają tylko Litwini bo oni byli pierwsi.

Gdyby tak iść tymi tropami to w końcu wyszłoby, że to małpy mają największe prawo bo były pierwsze. Choć i one mogą mieć problem bo jak im się myszy odezwą co to wspomną o małych ssakach-gryzoniach które już w czasach dinozaurów… Hola, hola – rzecze krokodyl. I tak dalej i dalej.

Historia dość często bywa wykorzystywana aby uwodnić swoją rację która oczywiście jest jak najbardziej jedynie słuszna. Trzymając się relacji polsko-litewskich udowadnia się czasem, że Litwa nie ma żadnych związków z Wielkim Księstwem Litewskim bo nawet język urzędowy wtedy nie był litewski. No tak. Tylko że w Polsce (i nie tylko) takim językiem była łacina. To co? Polska była częścią Imperium Rzymskiego które już nie istniało? Takich absurdów zresztą jest sporo.

Grzebie się aby udownić swoje racje i w życiorysach przodków współczesnych ludzi i ich nazwiskach nawet. Jedne są „typowo polskie”, choć jego nosiciel po polsku nawet „wódka” nie powie. Inne „typowo litewskie”, choć ten kto je nosi nie uznaje istnienia Litwinów ani kiedyś ani obecnie.

Takiemu wykorzystaniu historii ona sama często płata figle. Nie tak znowu to odległe czasy choć niezbyt sympatyczne, kiedy ludzie mordowali się seryjnie. II Wojna Światowa. To podczas niej po stronie niemieckich nazistów występowały takie osoby jak np von den Bach-Zelewski. Sądząc tylko po nazwisku wynikałoby, że pewnie łączył dwa narody bo miał związki z jednym i drugim. Nic bardziej błędnego. Inny przykład – Skorzenny. To także nie jest słynny partyzant co to w szeregach AK w Puszczy Rudnickiej siekł wrogów aż gwizdało. I z drugiej strony czyli polskiej, Admirał Unrug (von Unruh). No Niemiec nie ma co. Racja, etnicznie i po nazwisku. Nawet po polsku słabo mówił. Jednak jego patriotycznej postawy wobec Polski zakwestionować się nie da. Choć mógł w niemieckiej niewoli swobodnie rozmawiać z niemieckim oficerami po niemiecku, to jednak demonstracyjnie prosił o tłumacza.

Czyli z historycznej i etnicznej konotacji nazwisk też nic nie wynika. Wynika co innego. Każdy człowiek jest niewypowiedzialny tylko za swoje czyny. Tu i teraz.

To jak to jest z tą historią? Moim zdaniem historia jest potrzebna do zwykłej wiedzy. Warto wiedzieć co, kiedy i gdzie się wydarzyło. Jest potrzebna jako nauka co warto robić a czego nie bo skutki mogą być przykre. To dość trudno przychodzi bo choć niby to wiemy to i tak ciągle sprawdzamy czy aby na pewno napaść na innych powoduje ich opór i zemstę. Dlatego jest potrzebna też jako nauczka. To jest to co z historii wynika i przydać się może.

Kiedy jednak we współczesnych sporach jako argumentu używamy historii to wtedy nic kompletnie z niej nie wynika. Z powodu, że prawie sto lat temu Żeligowski zrobił to co zrobił to dzisiaj „Anna” musi być „Ana”? A może z powodu, że też w poprzednim wieku Litwini nie walczyli razem z Polakami przeciwko sowietom dzisiaj nie mają prawa mieć swego państwa? No przecież nie.

Mimo to we współczesnych sporach historia tak jest wykorzystywana i to nic z niej wtedy wynika. Każdy znajdzie sobie odpowiednią datę i wydarzenie aby swoje racje uzasadnić. Niestety, nie po to aby współczesne spory rozwiązać tylko po to aby je zaognić i ich nie rozwiązywać. Są narody które już wpadły na „złoty środek”. Pamiętają o historii. Czczą jej ofiary. Wyciągają wnioski. Nie pozwalają jednak aby przeszłość determinowała przyszłość. Przebaczają i proszą o przebaczenie.

Może kiedyś i nas Polaków i Litwinów spotka takie dobro? Będziemy pamiętać razem o wzajemnych mordach i wspólnych zwycięstwach. Tak historycznie jak należy, aby złożyć kwiaty i uczcić. Na dzisiaj jednak uznamy, że z historii nic nie wynika. W związku z tym Jan i Jonas mają takie same prawa do tego aby ulicę Wielką nazywać sobie i Wielką i Didžioji. Bo w końcu, komu to właściwie szkodzi?

Posted in Bez kategorii | 5 Comments

Dzień flagi bez flagi.

Bez marszu też. W dniu Polaków za granicami w Wilnie tradycyjnie był organizowany przez ZPL marsz Polaków kończący się pod Ostrą Bramą. Teraz powstaje nowa tradycja. Czyli brak marszu. Najpierw była katastrofa samolotu Prezydenta RP. Z powodu żałoby marszu nie było. Nie bardzo rozumiem dlaczego nie można okazać żałoby w godnym marszu ze świecami, flagami i podczas mszy. W następnym roku było z koleji wydarzenie radosne. Beatyfikacja Jana Pawła II. I dlatego…marszu też nie było. Taka radość, że aż maszerować z Polską flagą się nie dało. W tym roku nie ma ani żałoby ani radości ale marszu też nie ma. Bo nie trzeba drażnić życzliwych „braci Litwinów”. Tak twierdzi prezes ZPL. No cóż. Zdarzają sie wśród tych „braci” tacy którzy w ogóle negują istnienie Polaków na Litwie. Może aby ich nie drażnić ale zyskać zrozumienie należy przyznać że Polacy na Litwie to „spolonizowani Litwini”? Ja tam nie wiem ale nie mam zamiaru się chować w kącie tylko dlatego że jestem Polakiem i ktoś może tego nie rozumieć.

Z flagą podobnie. Bardzo mało ich widać, choć Polaków na Wileńszczyźnie nie brak. To prawda, że to nie Warszawa. Tutaj nawet tak prosta sprawa jak kupienie flagi to coś wiecej niż spacer do najbliżego sklepu. Mimo wszystko trochę mało. A szanuje się tylko tych którzy się sami szanują.

Posted in Bez kategorii | 2 Comments

Z czym do ludzi?

Pana ministra od najlepszej na świecie oświaty – Gintarasa Steponavičiusa, wzięła ochota aby znowu spotkać z kimś z polskiego Ministerstwa Edukacji. W końcu to już pół roku mija od czasu kiedy nie rozmawiali. Wtedy Polacy uznali, że nie ma o czym gadać skoro Pan Gintaras twierdzi, że to co postanowił jest super i nie będzie nic zmieniał skoro super jest. A jakieś tam protesty czy listy to sobie każdy może robić czy pisać, on się „politykierom“ nie kłania. O czym teraz chce rozmawiać pozostaje tajemnicą. W liście napisał o tym, że są sukcesy jego ustawy. Polacy na Litwie ucząc się w szkołach poznają język litewski. Choć jak pokazują badania i tak do tej pory go znali. Nawet lepiej niż  niektórzy Litwini. Wychodzi na to, że chce się spotkać z Polakami aby im powiedzieć, że ustawa jest nawet lepsza niż jeszcze pół roku temu, jemu samemu się wydawało. Nie mam pojęcia dlaczego właściwie chce jakiś ustaleń z polskim Ministerstwem Edukacji. W końcu sprawa dotyczy Polaków na Litwie. A oni swoje oczekiwania już jasno wyrazili. Zresztą nie tylko oni. Związki zawodowe nauczycieli też. Czemu z nimi nie chce rozmawiać? Może chce być ministrem spraw zagranicznych i już trenuje?

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

Potrzeba stereotypu.

Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego, nadyma małego

-Lew Tołstoj-

 

Pan X zauważył, że na ogół ludzie zachowują się wedle pewnego ustalonego schematu, zatem opierają się o jeden ogólny i szereg składających się nań pomniejszych życiowych stereotypów. Pomniejsze stereotypy życiowe mają to do siebie, że łatwo dają się modyfikować, uzupełniać lub zastępować nowymi. Ze stereotypem ogólnym jest trudniej. Owszem, ulega on modyfikacji wtedy, kiedy modyfikacjom, uzupełnieniom lub zastąpieniom ulegają stereotypy pomniejsze, ale sam jako taki odrzucony może zostać jedynie w całości i to raczej tylko wtedy, kiedy wypracowany zostanie przynajmniej w zarysie stereotyp nowy. Inaczej człowiek zagubiłby się nieco i przestałby być z życia choćby w minimalnym stopniu zadowolony. Czy jest to stan właściwy w sytuacji, gdy bierzemy pod uwagę osobę ludzką, za istotę doskonalącą swoje jestestwo? I tak, i nie. Bez wątpienia stereotypy życiowe dają ludziom wewnętrzny komfort, dzięki czemu zachowują spokój duchowy i mogą skupić się na potrzebach dnia codziennego. Nie muszą „stwarzać świata” lecz „światem żyją”. Tu jednak pojawia się pytanie o autora lub autorów tego „świata”.

Nikt nie twierdzi, a przynajmniej głośno tego nie artykułuje, że żyje „światem stworzonym na własny użytek”, chociaż pan X oczywiście nie zapomina o solipsystach, tudzież o artystach. Oni akurat potrafili i potrafią się o takich „własnych światach” w różnoraki sposób wypowiadać. Przeciętny człowiek ani solipsystą, ani artystą nie jest. Potrafi jednak zbudować sobie gotowy stereotyp życiowy i nim żyć. Co się nań składa? Zapewne podłożem jest tu spadek kulturowy wyniesiony z domu, później uzupełniany wiedzą i zachowaniami nabytymi w szkole, miejscu pracy oraz środowisku, w jakim się dana osoba „prywatnie” obraca. Dzięki temu wszystkiemu kształtuje się coś, co nazwać można właśnie „stereotypowym widzeniem świata”. Skończonym i bezdyskusyjnym. Pozwalającym człowiekowi na… sen. I w tym miejscu warto przedstawić powody, dla których taki stan rzeczy wydaje się być niezbyt korzystny dla człowieka.

Otóż zbyt łatwo daje się wtedy człowiek rzeczywistości zaskoczyć. Nie, nie tej widzianej przez pryzmat swojego stereotypu życiowego, ale tej, którą można nazwać obiektywną. Efekty takiego stanu rzeczy mogą być wtedy trojakie: człowiek może się skutecznie przed atakiem obiektywnej rzeczywistości obronić, ponieważ jego stereotyp życiowy zakładał niejako z góry określone „niebezpieczeństwo” i okazał się, mówiąc słowami Horacego: „trwalszy, niż ze spiżu”, może zaowocować apatią i iluzją sprowadzającą się do stwierdzenia wbrew logice, iż „nic się nie stało i wszystko jest takie, jakie było”. Ten efekt nie jest jednak zbyt trwały i koniec końcem prowadzi do pojawienia się możliwości trzeciej, czyli do całkowitego „zawalenia się niektórych lub wszelkich stereotypowych wyznaczników” osobistego życia. Cóż wtedy? Wtedy według pana X człowiek albo „składa oręż”, rezygnując z życia, albo zaczyna intensywnie myśleć i postrzegać świat z „innej” strony. I to jest właśnie pożądany i jak się wydaje pozytywny efekt wszelkich „wstrząsów” proponowanych przez systemy filozoficzne od zarania dziejów.

Cóż bowiem proponowali i proponują nadal człowiekowi filozofowie? Można po prostu stwierdzić, że oferują przeciętnemu człowiekowi „wewnętrzne otwarcie się na taki świat, jaki jest”. Tyle tylko, że jest to propozycja bardzo enigmatyczna. Stąd bierze się więc chęć uszczegółowienia swoich teorii przez poszczególnych filozofów, czyli stworzenia własnej, lepszej lub gorszej doktryny, skoro dość szybko okazuje się i to dla nich samych, że skończenie doktryny filozoficznej jest jednocześnie zrodzeniem „standardu myślowego”, może niekoniecznie przeznaczonego dla przeciętnego zjadacza chleba, ale dla jednostki wybitnej, niemniej będącego niczym innym jak stereotypem! Owszem, modne dziś doktryny filozoficzne, takie jak choćby postmodernizm czy nawet post-postmodernizm próbują wylansować nam doktryny zakładające relatywizację prawdy obiektywnej, ale ich propozycja wydaje się być raczej zabawna. Istnienie „świata w języku” i tylko w nim, poważnie traktowane być nie może.

Ciężko zatem poruszać się po rzeczywistości bez przyjęcia jakiegokolwiek stereotypu życiowego, zaś twierdzenie, że się stereotypami nie myśli, może zakrawać raczej na pozę, niż na poważne stanowisko. Nie znaczy to wcale, że próba modyfikacji przyjętego schematu, nie pozwoli na świeższe i właściwsze niż do tej pory postrzeganie i zarazem odkrywanie „tego, co jest”. Przeciwnie! Jest jak najbardziej wskazana, zwłaszcza teraz, kiedy tylu ludzi ma skończone odpowiedzi na wszystko a pan X ma ich niewiele. Naprawdę niewiele… I cieszy go ten fakt, jak mało który!

 

Ben

 

Posted in Filozofia Pan X. | Leave a comment

Czas rekompensat.

W ubiegłym roku uchwalono ustawę przewidującą rekompensaty za utracone mienie religijnych wspólnot żydowskich. W ciągu 10 lat państwo litewskie wypłaci uprawnionym około 30 procent wartości utraconego mienia.

W Polsce kwestię rekompensat za utracone mienie należące przed wojną do wspólnot religijnych i etnicznych unormowano kilkanaście lat temu. Na mocy ustawy z roku 1997 kilka istniejących obecnie żydowskich gmin wyznaniowych uznano za sukcesorów kilkuset gmin działających przed wojną w każdym mieście i miasteczku. Własnością tych gmin były synagogi, cmentarze, mykwy, ubojnie rytualne, szkoły, szpitale, przytułki, nawet kluby sportowe. Istniejące dzisiaj gminy żydowskie mogą odzyskać nieruchomości w naturze albo uzyskać grunty zamienne, względnie rekompensaty pieniężne w pełnej wysokości.

Kościół Ewangelicko-Augsburski, skupiający polskich wyznawców luteranizmu, stał się sukcesorem prawnym działającego przed wojną niemieckiego Kościoła Ewangelicko-Unijnego, łączącego   mieszkających na terenie dawnych Prus luteranów i kalwinistów. Polscy luteranie odzyskali w naturze lub w formie rekompensat pieniężnych wiele nieruchomości należących dawniej do protestantów niemieckich.

Skoro na Litwie uczyniono gest wobec wspólnot żydowskich, nastał czas, aby pomyśleć o rekompensatach za utracone mienie należące do działających przed wojną polskich organizacji społecznych. Na Litwie Kowieńskiej działały polskie szkoły, stowarzyszenia, organizacje i kluby sportowe. Na Wileńszczyźnie było podobnie. Dzisiaj na Litwie również działają polskie organizacje, które przy odrobinie dobrej woli mogą zostać uznane za sukcesorów organizacji przedwojennych. Klasycznym przykładem jest Związek Harcerstwa Polskiego na Litwie jako kontynuator tradycji polskiego ZHP. Przed wojną pobudowano ze środków społecznych Dom Harcerza w Wilnie, stanowiący dzisiaj własność Stanów Zjednoczonych. Zarobiło na tym państwo litewskie, stracili polscy harcerze.

Jeremi Sidorkiewicz.

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

Z chochołem pod rękę.

Im częściej rozmyślamy i formułujemy sądy, tym więcej pojawia się przed nami problemów, których tak od razu nie jesteśmy w stanie rozwiązać. Najprostszym wyjściem z tego typu sytuacji byłaby ucieczka w bezmyślność. Taką ofertę, starano się przedłożyć memu pokoleniu i niestety przedkłada się ją nad inne szczególnie i teraz: „Nie myśl, a długo żyć będziesz”. Innym, spotykanym na co dzień sposobem na rozwiązywanie problemów jest przyjmowanie cudzych sądów za własne i to w sposób bezkrytyczny. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy formułuje je tzw. „medialny autorytet moralny”. Oczywiście jest to sposób dość wygodny, ponieważ w razie czego można powiedzieć, że inni myślą podobnie. Takie zachowanie cechuje ludzi o duszy niewolnika, którzy pragną, aby ktoś ponosił odpowiedzialność za ich postępowanie, zaś sami odpowiadać za nic nie chcą. Okazuje się więc, ze tylko nieliczni pragną, aby ich samodzielny osąd wzięty był pod uwagę. I tu spotyka ich rozczarowanie, ponieważ automatycznie dostają się pod presję tych, którzy słysząc oryginalność i nie daj Boże, trafność takiego osądu, na przykład godzącego w powszechnie lansowany światopogląd, atakują oczywiście nie osąd, ale jego autora. Niech nie podskakuje!

Rzadko kiedy człowiek chce po takim ataku dochodzić swoich racji, najczęściej zdegustowany poziomem „prowadzenia dialogu” przez drugą stronę, wycofuje się i ze wspomnianej dyskusji, i życia publicznego, uznając, że lepiej się „nie wychylać”. Tak bezpieczniej będzie dla niego i dla jego rodziny.  Być może, ale tylko na pozór. Okaże się bowiem, że jest to pogrzebanie się jeszcze za życia, bo o ile przyjmiemy, że człowiek jest istota myślącą, to istota człowieczeństwa spełnia się właśnie w myśleniu! Można więc w tym miejscu stwierdzić, ze ucieczka w świat zorganizowanego kłamstwa to zgoda na nieprawdziwość własnego ja, a bez prawdziwego jestestwa, bycie jako takie traci sens. Wydaje się to tak oczywiste, tyle tylko że niekoniecznie dla wszystkich czytelne.

Co zatem robić? Można po prostu bronić poczucia własnej godności, można też godzić się na jego utratę. Takiego wyboru dokonujemy sami. Jeżeli wybierzemy to pierwsze, zapewne też i przyjmiemy odpowiedzialność za własne życie, zyskamy także u ludzi prawych szacunek dla swoich działań w oczach ludzi prawych i to nawet wtedy, gdy ich światopoglądy różnią się od naszego. Poczucie własnej wartości, a tym samym wzrost pewności siebie w działaniu, pozwoli wtedy na pełniejszy udział w wielu sferach życia publicznego. Pamiętać należy przy tym, że także innym ludziom przysługuje to samo prawo. O ile jednak uznamy, że obrona własnej godności, jest bezsensowna, to albo pozbawiamy się godności na własne życzenie, albo już nas jej pozbawiono. Być może agresywne postępowanie wielu ludzi wobec innych wynika z tego, że ta cecha ich jestestw zatraciła się w nich raz na zawsze i dlatego chcą pozbawić jej innych? Wszak wielokrotnie dostrzec można było w historii rozwoju społeczeństw, jak dalece niedomiar czegoś popychał ludzi do „nieludzkich” działań.  O ile jednak agresja wobec każdego, kto się od człowieka pozbawionego godności, a tym samym niedowartościowanego, w jakimś stopniu różni, jest co prawda czynem godnym potępienia, ale brak reakcji ze strony społeczeństwa, które na tego typu działanie nie reaguje, jest świadectwem jego zobojętnienia, będącego wynikiem wspomnianego na początku niemyślenia.

Ale czy mamy kroczyć dalej z chochołem pod rękę i tańczyć tak, jak on nam zagra?!

 

Ben.

Posted in Bez kategorii | 11 Comments

Poświąteczna refleksja dla ministra.

Już po świętach. Mam nadzieję, że większość czytelników spędziła je w miłej atmosferze. Ja w każdym razie tak. Pan minister opieki socjalnej Donatas Jankauskas jak sądzę, też. Choć to dzięki jego rozporządzeniu niektóre dzieci z domów dziecka, takich świąt nie miały. Nie mogły jak co roku, wyjechać do zaprzyjaźnionych rodzin z Polski aby tam spędzić święta. Ponieważ wprowadzone regulacje Pana ministra ze względów proceduralnych a i finansowych, nie mogły zostać spełnione. Rodziny  nie były w stanie w tak krótkim czasie, przetłumaczyć mnóstwa dokumentów na język litewski. Zebrać wszelkie potrzebne opinie i zapewnić środki na ewentualną wizytę urzędników Pana ministra. Bo za taką wizytę sprawdzającą oni też mieliby zapłacić. Zrobili więc ci dobrzy ludzie co mogli. Sami pojechali do tych osieroconych dzieci. Z prezentami. To oni i opiekunowie domów dziecka tłumaczyli podopiecznym, dlaczego w tym roku spotkać się w gronie bardziej rodzinnym, nie mogą. Tłumaczyli to za Pana, Panie ministrze. Czy dzieci zrozumiały? Nie wiem. Wiem jednak, że świąteczny nastrój był mocno zepsuty.

Wiem też coś innego. Oczywiście, że decyzja jaką Pan podjął powodowana była troską o to aby dzieciom wyjeżdżającym z Litwy za granicę, żadna krzywda się nie stała. To dla mnie jasne. Tylko, że Pan nie jest takim zwykłym ministrem. Od finansów czy wojska. Pan jest ministrem między innymi, od sierot. Czyli bardzo ważnym. Te dzieci świat już „przywitał” tak, że są tam gdzie są. Warto im jeszcze dokładać? Tak jak je „przywitano” na świecie w pierwszych latach życia, tak one potem się temu światu odwdzięczą. A to możemy już odczuć i Pan i ja i inni. Co więcej ten swój stosunek przeniosą także na swoje dzieci które kiedyś będą mieli. Dlatego Pana praca to nie jest ustalenie wysokości składki czy zakup karabinów. To jest praca wyjątkowa. I akurat Pan nie może sobie pozwalać na tego rodzaju decyzje. Nie może Pan kierując się troską o wszystkie osierocone dzieci, skrzywdzić choćby jedno z nich. To prawda, że jest to trudne. Wyjątkowe stanowisko które Pan piastuje jest jednak zobowiązaniem, że się to potrafi. Tak pracować aby chronić wszystkich a nie krzywdzić nikogo. Jeśli jednak się tak nie potrafi to znaczy, że trzeba wziąć się za inne zajęcie.

Celowo pomijam kwestie narodowościowe. Choć nie brak było głosów, że to wyrachowane uderzenie w dzieci jeżdżące do Polski. Nie wiem jak dla Pana ale dla mnie nieszczęście sierot, narodowości nie ma. Jest tak samo wielkie dla Agatki i Jonasa dla Nijole i Igora.

Trudno, stało się. Trzeba jednak mieć w sobie odwagę i umieć to naprawić ale i ponieść konsekwencje. Konsekwencją ale i pokazaniem cywilnej odwagi, byłaby Pana wizyta w Domu Dziecka na przykład w Podbrodziu. Niech Pan sam spojrzy tym dzieciakom w oczy. Pewnie, że w większości wyczyta Pan: „Dlaczego?”. W innych wyrzut: „Nie nadajesz się!”. Może jednak ta cywilna odwaga zostanie nagrodzona. Może w jakiś oczach znajdzie Pan: „Napraw, to co zepsułeś”. I tego „naprawienia” Panu poświątecznie życzę.

Posted in Bez kategorii | 12 Comments

Byle nie do Warszawy.

Pani Prezydent Grybauskaite postanowiła nieco odkłamać obraz stosunków polsko-litewskich. Do tej pory sytuacja była dziwna. Każdy wiedział, że nie jest dobrze. No może nie każdy. Na przykład Pan minister Aźubalis, uparcie twierdził, że jest dobrze. Nawet jak coś było na rzeczy to i tak była to nieprawda i wymysły „politykierów”. Prezydent skończyła z tą szopką i jasno pokazała, że jest źle. Troszkę tylko ośmieszając owego ministra. Celowo? W każdym razie ona nie pojedzie do Warszawy. Dobitnie w ten sposób pokazując swój nieugięty (żelazny jak ten wilk) charakter. Polsce, Sikorskiemu i Komorowskiemu też. Nie będzie się Litwy naciskać aby może jednak zaczęła realizować to co podpisała. Nie będzie żaden Sikorski zarzekał się, że do Wilna nie przyjedzie nawet na bliny. Ani żaden Komorowski opowiadał o wozie i kozie na dodatek litewskiej. Pani Dalia może sobie jechać gdzie chce. No może niekoniecznie na Łotwę do Rosji a i na Białoruś też nie bardzo wypada. No ale krajów na świecie jest sporo. Choćby takie Burundi czy inna Kostaryka. W ostateczności może sobie jechać zamiast do „Varsuvy” do Var…eny. Tam też jest bardzo pięknie i nie trzeba odpowiadać na jakieś pytania o traktaty czy inne bzdury. To dobrze, że w materii stosunków polsko-litewskich sytuację mamy teraz jaśniejszą.

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

Park dla „prawdziwych”.

W internecie i nie tylko trwa wojna „Prawdziwych Polaków” z równie „Prawdziwymi Litwinami”. Jedni już prawie odbili Wilno. Drudzy już prawie zniszczyli „okupantów”. Obie strony są niezwykle bojowe i jeszcze bardziej dzielne. Zastanawia mnie tylko czemu tak strzegą swojej anonimowości ukrywając się za różnymi „nickami”?

Czyżby ta odwaga była wirtualną jak i cały internetowy świat? Dlaczego nie można być takim dzielnym pod własnym imieniem i nazwiskiem? Jak odwaga to odwaga.

Szczególnie, że z tą anonimowością to i tak nie do końca prawda. Przekonał się o tym pewien kowieńczyk. Przydałoby się, aby uświadomili to sobie i inni z dajmy na to, Białegostoku czy innej Świdnicy. Ciekawym zjawiskiem jest, że ze strony polskiej najdzielniejsi z dzielnych mieszkają z dala od miejsca „boju”. Może dlatego ci co mieszkają blisko nazywają się „Pulakami”? Tak dla odróżnienia? Nie wiem.

Wojna „prawdziwych” z „prawdziwymi” trwa także i w realnej rzeczywistości. W Polsce „jedyny prawdziwy premier” jasno wykazał jak upadłym krajem jest Polska, którą nie on rządzi. Bo nawet Litwa się z nią nie liczy. No czy można upaść niżej? Na Litwie całkiem prawdziwa Prezydent strzeliła focha jak nastolatka, której koleżanka gwizdnęła błyszczyk. W każdym razie nie pojedzie do „Varšuvy” choćby miała jechać do Var…eny. Taki ma charakter „żelazny” jak wilk z litewskiej baśni.

Kwestią sporną jest czy to ci internetowi „prawdziwi” napędzają tych realnych. Czy też jest odwrotnie. Moim zdaniem to przykład czegoś w rodzaju perpetuum mobile. Oni nakręcają się nawzajem i wzajemnie z siebie czerpią energię. Dlatego się to kręci aż …niemiło.
Czy nie można by było stworzyć czegoś w rodzaju raju dla tych „prawdziwych” z obu stron? Można by to nazwać Parkiem. Narodowym Parkiem, jak najbardziej. Pewnie niektórzy złośliwcy coś by poprzekręcali i zwali to „Parkiem Juranodowym” czy skansenem, ale mniejsza tam o nazwę.

Mogliby go zwiedzać wszyscy „prawdziwi” z obu stron. Nawet z dziećmi. Jeśli oczywiście rzecznik praw dziecka nie będzie stawiał przeszkód. Wydaje mi się jednak, że jak dostanie dla siebie i kolegów, deklarację darmowych wejściówek ufundowanych przez rodziców, to się zgodzi. W części dla „prawdziwych” ze strony polskiej byłby wyeksponowany model Litwina w formalinie. Tak pokazany, aby było widać czarne podniebienie. Za dodatkową opłatą toczyłoby się z nim pojedynek mieczem jak z gwiezdnych wojen. I to taki do końca. Do ostatniej pary kalesonów. W części dla „prawdziwych Litwinów” pod mikroskopem byłby widoczny gen polskości wyglądający jak wstrętna hydra. Za dodatkową opłatą robiłoby się prostą operację chemiczną i ów eksponat zmieniał się w przepiękny jak cepelin gen litewski.

Byłaby część historyczna. Dla jednych byłaby scenka jak to Jogaila chrzci Jadwigę swoim wielkim…hm, hm…kropidłem. Dla drugich byłoby ukazane jak owa Jadwiga na czele wojsk polskich i węgierskich (bo to aktualnie słuszne) gromi wrogie hufce pod Grunwaldem. Roznosi w proch i pył koalicję litewsko/krzyżacko-faszystowsko/ruską. Po czym wbija szpadel pod budowę gazociągu południowego do bratniej Gruzji.

I współcześnie by też było. Na przykład można by wrzeszczeć: „Tu jest Polska!”. Przed hologramem Ostrej Bramy w Wilnie. Inni mogliby ryczeć do woli: „Litwa dla Litwinów!”. Przed hologramem supermarketu w Augustowie.
Wieczorami byłyby widowiskowe boje na drewniane miecze. Między tymi „prawdziwymi”. Na drewniane miecze, aby było zgodnie z przepisami BHP oraz aby szybko zastępy się nie wyczerpały.

Być może wtedy, kiedy „prawdziwi” byliby zajęci prowadzeniem tego biznesu, pracą w nim a inni zwiedzaniem, wtedy ci „nieprawdziwi” mieliby łatwiej. Na przykład mogli się zająć szybkim załatwieniem spraw, które im w życiu przeszkadzają. Choć do załatwienia są proste.

A potem zająć się tym co im przeszkadza jeszcze bardziej, a jest trudniejsze do załatwienia. Typu brak pieniędzy, choroby własne czy bliskich i tym wszystkim, co ich gnębi na co dzień.

Można sobie tak ironicznie pofantazjować. To rzecz jasna nigdy się nie zrealizuje. Choć jakby się tak zastanowić to jednak dopóki ci „prawdziwi” nadają ton sprawom ważnym dla obu stron. Lub choćby mają tylko na ten ton wpływ. To sprawy te raczej prędko załatwione nie zostaną. Nie będzie pełni praw dla mniejszości narodowych na Litwie. Będzie „Wodzu prowadź na Wilno!” i „Pszeki won do Lenkija!”. Wystarczy przeczytać komentarze jakie będą pod tym tekstem na Delfi pl, aby przekonać się, że droga to załatwienia problemów obu narodów jest jeszcze daleka. O tym kim ja jestem zdaniem „prawdziwych”, też się przekonać będzie można. No to udanej kolejnej wojenki życzę.

Posted in Bez kategorii | 10 Comments

Ambasador co się Anglikom nie kłania.

W ubiegłym miesiącu angielski tygodnik „The Economist” zamieścił artykuł o stosunkach polsko-litewskich. W artykule opisano sytuację jaką ona jest. A trudno te stosunki dobrymi nazywać. Pewnie już większości czytelników tego tygodnika zapomniała o artykule. Dlatego Jego Ekscelencja Ambasador RL Jusys Oskaras, postanowił im o nim przypomnieć. Napisał list do redakcji w którym poinformował, że Polacy na Litwie mają się tak dobrze jak Big Ben w Londynie. No skoro on ambasador tak mówi to chyba trzeba mu wierzyć. A nie jakimś tam ludziom co to w liczbie 60 tys. stwierdzili, że coś im się nie podoba. Co prawda nie ma żadnej informacji aby ów Oskaras przed wydaniem swej stanowczej opinii pytał zainteresowanych. No ale przecież nie po to się zostaje ambasadorem w wyspiarskim mocarstwie aby się potem rozpytywać o coś ludzi gdzieś na krańcach Europy. Dodał także Pan Oskaras, że szkolnictwo polskie na Litwie to jest najlepsze na świecie. Zapomniał dodać, że chyba właśnie dlatego władze Litwy chcą je rozwalić. Nie zapomniał wspomnieć, że to wszystko dla tych biednych Polaków co litewskiego nie znają. Choć jak pokazują badania, znają. Ze zwrotem ziemi też się skończy w roku 2013.  Pewnie się skończy ale czy się odda? Słowem jest super a będzie jeszcze lepiej.

Posted in Bez kategorii | Leave a comment