Szósty dzień tygodnia.

indeksRadio znad Wilii zaczęło nadawać nowy program publicystyczny. Właściwie program jest stary ale formuła nowa. Polega na dyskusji zaproszonych gości omawiających najważniejsze tematy minionego tygodnia. Właściwie to formuła też jest stara tak ogólnie jest ona nowością tylko w polskich mediach na Litwie. Tego jednak komentować mi się nie chce. To by było jak kopanie leżącego. W ostatnią sobotę ten program był wyemitowany po raz drugi. Udział wzięli Tadeusz Andrzejewski, Jacek Komar, Andrzej Pukszto i Aleksander Radczenko. Moderetorem była Renata Witman. Gratuluję im rozmowy a stacji chęci zaoferowania słuchaczom tej formy publicystyki. Naprawdę warto to kontynuować i twórczo rozwijać.

Audycji wysłuchałem z dużym zainteresowaniem. Garść moich uwag. Najpierw taka ogólna refleksja.  Jak dla mnie to rozmowa zbyt stonowana. Właściwie można odnieść było wrażenie, że wszyscy zaproszeni goście właściwie w każdym temacie, zgadzają się ze sobą. Moim zdaniem dobrze by było dla audycji i dla słuchaczy aby nieco bardziej starali się zaakcentować różnice w poglądach. Oczywiście z sensownym ich uzasadnieniem. Nie mam na myśli zrobienia z tego radiowej młocki i kłótni w stylu znanym nam choćby z polskich mediów, czyli „Ja Panu nie przerywałem!”. Absolutnie nie. Warto by jednak nadać audycji troszkę emocji i kolorytu.

Teraz co do samych tematów poruszanych w rozmowie. Oczywiście tematem nr 1 było wyjście posłów AWPL z sali obrad w dniu 13 stycznia. Swoje zdanie na ten temat wyraziłem w poprzednim komentarzu więc powtarzał się nie będę. W audycji wszyscy byli raczej krytyczni wobec tego posunięcia. No właśnie … czy wszyscy? Wydaje mi się, że Pan Andrzejewski ma zdanie podobnego do mojego czyli jest raczej za niż przeciw. Szkopuł w tym, że naprawdę bardzo trudno było to tak wprost usłyszeć od niego. Nie zapamiętałem jego jasnego stanowiska w tej sprawie oraz uzasadnienia. Zatem tak naprawdę nie wiem czy jest za czy przeciw. Czyli to o czym piszę powyżej. Bardziej akcentować swoje stanowisko a już szczególnie wtedy kiedy jest inne niż przedmówców. Potem rozmowa zeszła na temat Landsbergisa. Jedna uwaga do tej wymiany zdań. Wszyscy Panowie się zgodzili, że jego rola w polityce i wyrażane poglądy, są marginalne i nie mają specjalnego znaczenia dla litewskiego społeczeństwa. Pełni on raczej rolę symbolu niż ma realny wpływ na politykę. Właściwie skłonny byłbym się z tym poglądem zgodzić. Nawet pomijając fakt, że jest europosłem i ktoś go jednak na tę funkcję wybrał. Moim zdaniem umknął rozmówcom jednak jeden aspekt. Może i jego poglądy mają marginalne znaczenie tak ogólnie. Czy jednak kiedy mówi o swoim stosunku do polskiej mniejszości na Litwie jest tak samo? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że akurat w tej sprawie jego poglądy trafiają na podatny grunt. Może nie zyskują akceptacji większości ale ich znaczenie znacząco rośnie w stosunku do tych innych, wyrażanych publicznie. Nie wiem czy się nie mylę ale chętnie bym poznał zdanie rozmówców właśnie w tym kontekście. Nie poznałem. Tego mi zabrakło.

Dalej rozmowa o koalicji i roli AWPL w niej. Interesującym jej elementem było wskazanie na spolaryzowanie poglądów w samej partii socjaldemokratycznej. Mi od razu cisnęło się na usta pytanie czemu najmniejszy koalicjant – AWPL; na tej polaryzacji nie „gra”? A może i gra tylko jak. Znowu mi czegoś zabrakło. Natomiast uśmiech rozbawienia wywołał u mnie Pan Andrzejewski wskazując, że ewentualna koalicja socjaldemokratów z konserwatystami byłaby niemożliwa ze względów światopoglądowych. Przecież pod tym względem AWPL i konserwatyści właściwie się nie różnią. Może nawet poglądy AWPL są bardziej konserwatywne. A w koalicji przecież jest. Nawet w umowie koalicyjnej jest zapis, że w tych sprawach każda z partii zachowuje suwerenność i może głosować jak chce. Dlaczego nikt nie zwrócił na to uwagi?

Sprawa międzynarodowe. Tutaj uważam, że Pani Witman niepotrzebnie pominęła sprawy Ukrainy a umieściła sprawę pedofila Trynkiewicza. Mimo wszystko to co dzieje się na Ukrainie ma większe znaczenie niż ta omawiana w audycji sprawa.

Alkowiane przygody prezydenta Francji – Hollanda też  wywołują u mnie inne spostrzeżenia niż te prezentowane przez rozmówców. Doszli oni mianowicie do wniosku, że w obecnych czasach te prywatne sprawy polityków nie mają specjalnego znaczenia w polityce i podali na to przykłady. Tak, przykłady słuszne bo faktycznie zdarza się, że politykom przy takich „przygodach” rośnie … znaczy poparcie w sondażach rośnie. Zdziwiło mnie jednak, że żaden z nich nie rozważył tej sprawy w kontekście o którym dosłownie przed chwilą rozmawiali. Czyli sprawy szpiegostwa, podsłuchów itp. Przecież ważny polityk mający dostęp do wielu tajnych informacji może być szantażowany. A wtedy nawet jak nie będzie się przejmował opinią publiczną, to z pewnością rozważy reakcję żony/partnerki i kto wie czy nie zacznie „sypać”.  Weźmy też pod uwagę inną sytuację. Kiedy np. polityk głoszący poglądy takie jak Pan Tomaszewski uwikła się w taką sytuację to co? Nie będzie to miało znaczenia? Oczywiście, że będzie nie tylko w kontekście szantażu ale także przy poparciu w sondażach. Wyszedłby wtedy na kłamcę i hipokrytę. Dlatego nie zgadzam się z rozmówcami, że sprawy obyczajowe nie mają politycznego znaczenia. Moim zdaniem mają. Trochę jestem zaskoczony, że żaden z nich nie spojrzał na to od tej strony.

Oczywiście są to moje subiektywne uwagi. Zdaję sobie też sprawę, że audycja radiowa ma swoje prawa. Choćby ograniczony czas. Zaznaczam też, że piszę to z pamięci, dzień po. No właśnie jeszcze jedna sugestia. Powinna być możliwość odsłuchania tego jeszcze raz na stronie internetowej. Zwiększyłoby to liczbę słuchaczy. Bo audycja tego warta. Będę trzymał kciuki za kontynuację. W każdym razie we mnie będzie miała wiernego słuchacza.

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

Po­lity­ka nie może obejść się bez ja­kiejś pod­sta­wy moralnej – (A. Mickiewicz). Czyli moja polemika z rojsty.blox.

images Zazwyczaj z większością tekstów zamieszczanych przez Aleksandra Radczenkę na jego blogu, albo zgadzam się w całości albo w większej części. Nie tym razem jednak. Z tym tekstem: http://rojsty.blox.pl/2014/01/Moment-najgorszy-z-mozliwych.html  , nie zgadzam się prawie w całości. Obiecałem to uzasadnić więc to czynię. Tutaj, bo uzasadnienie obszerniejsze.

Moment

Nie uważam aby moment był zły. To zależy co się chciało osiągnąć. Jeśli na przykład dotarcie z przekazem do szerokiego grona społeczeństwa na Litwie. To moment był najlepszy z możliwych. Nie raz żeśmy z Aleksandrem rozmawiali o tym, że AWPL brak pomysłu aby dotrzeć ze swoimi słusznymi przecież w większości, postulatami do szeroko rozumianego społeczeństwa kraju. Oczywiście zgadzam się, iż dalej brak pomysłu na dotarcie do nich drogą „pozytywną”. Tym razem jest to po raz kolejny droga „negatywna” (prawie, bo nie do końca) ale jednak informacja dotarła. Właściwie każdy się dowiedział o tym wydarzeniu. Czyli o wyjściu polskich deputowanych z posiedzenia Sejmu w dniu święta państwowego. Oczywiście, że większość reakcji będzie taka jak pisze „Alex”, że „warchoły” i że „święto zepsuli”. Ja jednak jestem przekonany, że jeden, drugi i dziesiąty Litwin; pomyśli też o czym innym. Może i faktycznie te „Lenkasy” przegięły ale jak moje państwo za takie „przestępstwo” (kara dla urzędnika za nie zdjęcie tabliczek z polskimi napisami w wysokości 43 tys. litów) nakłada tak drakońskie kary , to może z tym moim państwem też jest coś nie tak? Czyż nie o dotarcie z taką informacją chodzi? Moim zdaniem tak. I to w tej całej „aferze” jest pozytyw.

Emocje

Autor sugeruje, że było to posunięcie kierowane emocjami. Pisząc, że poprzednia postawa AWPL podczas prezydencji niewątpliwe spotkała się uznaniem społeczeństwa litewskiego, a ten gest wszystko zepsuł. Po pierwsze nie wiem skąd przekonanie, że takie były odczucia społeczeństwa. Moim zdaniem nie było żadnych, ponieważ dla większości problem Polaków na Litwie nie istnieje. Nie mają o nim wiedzy. Wiedzą, że są Polacy na Litwie ale tego o co im chodzi nie wiedzą. Bo niby skąd? Z Kuriera Wileńskiego czy Radia znad Wilii których nie słuchają bo nawet polskiego nie znają? Dlaczego zatem podczas „ciszy prezydenckiej” mieliby zacząć pałać do nich pozytywnymi uczuciami, zaiste nie wiem. Nie da się zepsuć czegoś czego nie ma.Moim zdaniem co zresztą potwierdzają następne wydarzenia, był to gest przemyślany. Oprócz dotarcia z informacją o czym pisałem wyżej, chodziło też o scementowanie twardego elektoratu. Rozpoczęcie wreszcie jakiś działań bo coraz bardziej „z dołu” dochodziły głosy, że niby są w koalicji ale nic się nie dzieje. Nie bez znaczenia jest oczywiście to iż mamy rok wyborczy. Czy można polityka potępiać za to, że w takim czasie się aktywizuje? Nie. Można mieć pretensję, że tylko w takim czasie ale to zjawisko powszechne, niestety. Na dodatek chodzi też chyba o to aby AWPL została z koalicji wyproszona. Chyba dotarło tam już do większość głów, że koszty polityczne trwania w koalicji są zbyt wysokie wobec braku efektów. Samodzielne wystąpienie byłoby w jakimś sensie, przyznaniem się do błędu. A tego AWPL i „szef” nie lubią bardzo. Szczególnie, że do jednego błędu już się pośrednio przyznali w swoim oświadczeniu jak to się czują oszukani. Już kilka miesięcy temu pisałem, że „uciszenie się” na czas prezydencji bez konkretnych zysków dla siebie; jest bez sensu. No i tak się stało. Płaczliwe teraz użalanie się, że nikt tego tak sam z siebie nie nagrodził, jest żenujące. Szczególnie w ustach polityków było nie było – doświadczonych. Zatem  – „niech nas wywalą a już my będziemy umieli zrobić z tego pożytek”. W takiej sytuacji jaka jest, oceniam te działania pozytywnie. Zwyczajnie, nie ma innej drogi. To wina ogólnej sytuacji, postawy polityków litewskich i błędów AWPL. Jednak jest jak jest i trzeba teraz działać tak jak jest to możliwe. Moim zdaniem ten wariant nie jest zły. Szczególnie że….

Politycy

Z tego w rojsty.blox wynika, iż teraz wszyscy litewscy politycy będą przeciw postulatom AWPL, ważnym dla Polaków. Pewnie tak będzie. Nasuwa się jednak pytanie: Czy wcześniej byli za? Mam poważne wątpliwości poparte faktami z ostatnich wielu lat. Nawet to wydarzenie niczym papierek lakmusowy, pokazuje postawę polityków wobec AWPL i Polaków w ogóle. Bo cóż myśmy widzieli? Politycy AWPL wyszli z sali w dniu święta państwowego i przed wystąpieniem znanego z antypolskości Landsbergisa. Spotkały ich za to powszechne głosy potępienia ze strony polityków każdej właściwie opcji. Nawet premier – kolega z koalicji, współodpowiedzialny przecież za całą sytuację, też się wziął i oburzył. To fakty. Jest jednak jeszcze coś innego. Wystąpienie Landsbergisa. Wystąpienie jakie należy uznać za skandaliczne w każdym kraju chcącym mienić się demokratycznym. Postawa AWPL spotkała się z głosami oburzenia. Wystąpienie Landsbergisa nagrodzono oklaskami. Tylko z przyczyn obiektywnych (a widziałem to w TV) nie stanęły mi włosy dęba na głowie. Jestem po prostu kudłaty inaczej. Dlatego przeszły mi ciarki po plecach. Jeśli coś takiego nagradza się oklaskami na sali Sejmu państwa demokratycznego to trzeba się zastanowić czy demokratycznym ono jest. Naprawdę.  W takiej sytuacji wyjście paru polityków z tej sali przed wystąpieniem owego, można uznać za „małe miki”. Potem było starcie w Parlamencie Europejskim na linii Grybauskaite – Tomaszewski. Sytuacja podobna. Postawa Prezydent Republiki Litewskiej co najmniej niegodna aby mocniej tego nie nazwać. A Tomaszewski – no cóż … robi swoje – bo nie ma możliwości załatwić tego w swoim kraju. Czy w takiej sytuacji można mniemać, że wcześniej mieli oni (politycy litewscy) jakąś wolę przychylniejszego ustosunkowania się do Polaków na Litwie? Wątpię. I nie mylę tutaj przyczyn ze skutkami. Bo gdyby tak było to PRZED posunięciem AWPL wielu problemów już by nie było. Litewscy politycy z każdej opcji, mieli na to całe lata. W związku z tym i wyjścia polityków AWPL pewnie też by nie było, bo nie byłoby ku temu przyczyny.

Z konkluzją tekstu w „rojstach” mogę się zgodzić ogólnie. Tak – perspektywa spełnienia postulatów polskiej mniejszości ciągle jest daleka. Polemizowałbym jednak z tym czy się teraz oddaliła. Bardziej uważam, że jest tak daleka jak … była dotychczas.  Absolutnie nie jest w tym główna wina AWPL i jej demarches. Co najwyżej współudział i to też na zasadzie raczej reakcji na wydarzenia (nie zawsze dobrej, choć nie w tym przypadku) niż źródła ich.

Teraz moja refleksje ogólna na temat tych ostatnich wydarzeń i AWPL w szczególności. Częściowo zawarta w tytule – cytacie z Mickiewicza. Tak. Nawet w polityce muszą być jakieś moralne podstawy. Nie mam tu na myśli podstaw ultra katolickich jakie lansuje ta partia. Bardziej takie ogólnoludzkie czy demokratyczne. Trudno mnie nazwać ślepym zwolennikiem tej partii. Ba, wielu uważa mnie wręcz za jej wroga. Niech Bóg czy opatrzność się nad nimi zlitują. Nawet jednak ktoś taki jak ja przyznaje, że ich postulaty dotyczące traktowania mniejszości narodowych, są słuszne. To jest ta moralna podstawa którą mają. Wiele w tej partii mi się nie podoba i w metodach działań i w kulcie „wodza” i w braku strategii czy umiejętności public relations. Nie zmienia to faktu, że w swoich postulatach „narodowościowych”; po prostu mają rację. Aby to stwierdzić nie trzeba być Polakiem z Litwy czy z Polski. Wystarczy być  po prostu zwolennikiem demokracji i szacunku dla ludzi. Także tych „innych” ludzi, gdy ci innym nie szkodzą. Dlatego wierzę, że racja/podstawa moralna jednak wreszcie zostanie uszanowana na Litwie. Choć teraz (i tu się z Aleksandrem zgadzam) perspektywa na to jest odległa. Może jednak wcale nie tak daleka jak by się mogło wydawać. Paradoksalnie wzrost napięcia może przynieść pozytywne efekty, wtedy gdy silniejsza ze stron dojdzie do wniosku, że już dalej iść w konfrontacji się nie opłaca.

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Sposobem

Braille_W-214x300 Niedawno ponownie mogliśmy się przekonać o tym, że wprowadzenie jakiekolwiek pluralizmu językowego w państwowej przestrzeni publicznej jest na razie niemożliwe. AWPL złożyła całkiem sensowną propozycję wprowadzenia dwujęzycznych kart do głosowania w rejonach zamieszkiwanych przez mniejszości narodowe. Sejm propozycję tę odrzucił, stwierdzając, że zapewne nie będzie to zgodne z konstytucją. Zapewne, faktycznie Trybunał Konstytucyjny tak by uznał. W końcu niepierwszy raz. Choć tak właściwie to w Konstytucji jest zapis o tym, że wszelkie dokumenty czy napisy, funkcjonujące w przestrzeni państwowej, muszą być zapisane w języku państwowym — czyli litewskim. Tego nikt przecież nie kwestionuje.

Chodzi tylko o to, aby można było używać napisów także w innym języku i tylko tam, gdzie to jest uzasadnione. W społeczeństwach demokratycznych to, co nie jest zabronione — jest dozwolone. A zapisu wyraźnie zakazującego używania innego języka niż litewski, w Konstytucji nie ma. To kwestia interpretacji zapisu. Interpretacja ta jest taka, a nie inna, ponieważ ciągle jeszcze wśród wielu Litwinów panuje przekonanie, że ich naród jest tak specyficzny, jak żaden inny na świecie. A specyfika jego polega na tym, że jak zobaczy jakiś napis w innym języku (szczególnie polskim) to od razu Litwinem być przestanie. I nawet są z tego dumni. Choć, moim zdaniem, takie mniemanie o swoim narodzie jest wręcz poniżające dla niego.

Tak czy siak, pomimo słuszności propozycji AWPL. Pomimo także słusznych protestów Europejskiej Fundacji Praw Człowieka. Nic się w tej materii w najbliższy czasie raczej nie zmieni. Państwo litewskie przyjęło taką doktrynę. Niczym jakiś kościół doktrynę wiary. Nie mam nic przeciwko doktrynom. Szkopuł jednak w tym, że kiedy doktrynę stosuje się w sposób nakazowo-zakazowy i do wszystkiego, zawsze prowadzi to do absurdów. Trzeba to jednak wykazać. Przede wszystkim społeczeństwu litewskiemu oraz organizacjom międzynarodowym. Na przykładzie jasnym i oczywistym dla wszystkich. Jeśli przykład praw dla mniejszości narodowych, takim dla nich nie jest. A jak widać, niestety, nie jest. To trzeba użyć sposobu, wytrycha, chwytu.

Moim zdaniem, należy zacząć się domagać prawa do pełnego dostępu do wyborów dla niewidomych. Dlatego karty do głosowania powinny być drukowane także alfabetem Braille’a. Takie wypukłe symbole umożliwią im pełny i tajny udział w wyborach. Oczywiście, że mają do tego prawo. Nie mogą być dyskryminowani ze względu na swoje inwalidztwo. No i cóż na taką oczywistość odpowie Sejm, a nawet Trybunał Konstytucyjny? Jeśli się zgodzi sam i uzna absurdalność swoich poprzednich orzeczeń. Złamie monopol tylko jednego języka. Jeśli nie — pokaże wszystkim, także swoim obywatelom, że przyjęta doktryna jest dyskryminująca i to nie tylko dla mniejszości narodowych. Absurdalna. Skoro nie można praw dla mniejszości narodowych załatwić w sposób demokratyczny i wydawałoby się oczywisty, to trzeba próbować inaczej. Niewidomi też skorzystają. W końcu ktoś się ujmie także i za nimi. Smaczku sprawie dodaje fakt, iż w alfabecie Braille’a jest zakazana na Litwie literka „W”. Wygląda, jak na ilustracji powyżej.

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Straciłem nadzieję.

indeksNa choćby polepszenie prawnej i społecznej sytuacji Polaków na Litwie. Miałem ją niecały rok temu kiedy to AWPL odniosła sukces wyborczy i weszła w skład koalicji rządowej. W końcu jak nie teraz to kiedy? Owszem niepokoiły mnie trochę wypowiedzi Waldemara Tomaszewskiego o tym jak to sytuacja choćby z pisownią nazwisk „sama się rozwiąże”. Czy też dyskretne usuwanie na drugi plan postulatów polskiej mniejszości. Uznawałem to jednak za taką tam polityczną przedwyborczą retorykę. Która na dodatek się sprawdziła. W końcu wynik wyborów był dobry. Dzisiaj obawiam się, że jednak lider AWPL miał sporo racji. Sytuacja Polaków na Litwie faktycznie będzie się sama rozwiązywać tak jak to się dzieje od 20 lat. Rządy konserwatystów będą wprowadzać kolejne ograniczenia dla Polaków a rządy lewicowe czy centrystyczne stan ten utrzymywać. Potem znowu konserwatyści „dokręcą śrubę” i tak dalej i tak dalej, aż do faktycznego rozwiązania kwestii polskiej na Litwie. Nie uda się uniknąć wplątania w tę spiralę ograniczania praw polskiej mniejszości, partii AWPL. Niestety. No nie da się być w rządzie i nie ponosić za jego działania lub ich zaniechanie; odpowiedzialności. Choćby częściowej. Po prostu się nie da. Niestety z perspektywy już prawie roku od wyborów, nie widzę jakiejś specjalnej determinacji AWPL aby z faktu współrządzenia, wyciągnąć jakieś zmiany na lepsze dla polskiej mniejszości. Nie mogę pojąć dlaczego można z determinacją forsować projekt ustawy antyaborcyjnej a nie można choćby ustawy oświatowej.

Mój brak nadziei umacnia też to, iż nie wykorzystuje się dodatkowej szansy. A jest nią prezydencja Litwy w UE. Owszem prezydencja małych państw członkowskich ma znaczenie symboliczne ale mimo to dość ważne. Z pewnością na przykład, przybliża dany kraj innym uczestnikom wspólnoty i ukazuje jego wewnętrzne problemy. Gdyby polska partia nie była częścią rządu zapewne w czasie prezydencji zadbała by o to aby głośno pokazać Europie sytuację Polaków na Litwie. I dobrze by robiła. W związku z tym, że jest w rządzie takich działań brak. Pełni zatem rolę wygodnego „listka figowego” dla premiera, jego partii i pozostałych koalicjantów. Zresztą dla opozycji też. Nie miałbym nic przeciwko temu gdyby dla wyborców oznaczało to jakiś zysk. Jakąś choćby jedną ustawę czy inne działanie jednoznacznie sprzyjające polskiej mniejszości na Litwie. Niestety, nie ma nic takiego. Prezydencja zaraz się skończy. Do czego AWPL będzie potrzebna socjaldemokratom w przyszłym roku? Chyba tylko do blokowania poczynań Prezydent Grybauskaite. Bo już w wyborach do parlamentu europejskiego AWPL będzie tak jak inne partie, jednym z konkurentów o miejsca. Jest prawdopodobne, że nawet w wyborach prezydenckich wystawi konkurencyjnego kandydata wobec premiera Butkeviciusa. Siła polskiej partii w koalicji będzie raczej słabnąć niż rosnąć. Co wprost przełoży się na możliwości wprowadzania swoich propozycji w życie. W pewnych okolicznościach partia ta, może nawet być problemem koalicji.

A takie problemy próbuje sama tworzyć. Mam tu na myśli kwestie światopoglądowe. Owszem ustalono na wstępie przed zawiązaniem koalicji, iż tutaj każda z partii ma dowolność. Nie ma co się jednak oszukiwać, że sytuacja kiedy w takich sprawach partie tej samej koalicji głosują przeciw sobie; koalicję tę wzmacnia. Wręcz przeciwnie – osłabia ją. Szykuje się nowe pole sporu. Jest nim próba wprowadzania dalszych restrykcji wobec mniejszości seksualnych. AWPL jest tutaj w forpoczcie takich działań. W różnych państwach istnieją różne mniejszości. Najczęściej są to mniejszości etniczne, wyznaniowe i seksualne właśnie. Często podnoszą się głosy, iż porównywanie mniejszości narodowościowej z seksualną jest nieuprawnione. Może i porównywanie takim jest. Nie zmienia to jednak faktu, że istota problemów z jakimi wszystkie mniejszości się stykają, jest taka sama. Jest nią próba narzucania przez większość przy pomocy przepisów i kar, takiego stylu życia jaki ta większość uznaje za jedynie słuszny. Przy zachowaniu warunku, że ten styl życia mniejszości nie szkodzi większości, rzecz jasna. Moim zdaniem nie można „zarazić się” homoseksualizmem, kiedy zobaczy się dwóch panów czy dwie panie, prowadzających się za rękę. Choćby to nawet budziło niesmaczne odczucia. Dokładnie tak samo jak nie można zatracić litewskości i „zarazić się” polskością, kiedy się zobaczy napis : „sklep”. Chodzi mi o to, że tak się czasem zdarza, iż różnego rodzaju mniejszości niekoniecznie chcą albo mogą się wspierać. Często na własne życzenie. Kiedy jednak wprost siebie atakują, to szkodzą same sobie. Dzisiaj załatwiono tych, jutro załatwią was. Nie raz już wielu się o tym przekonało:

„Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.”

Pastor Martin Niemöller

 

Moim skromnym zdaniem nie warto w tym pomagać. Jeśli już nie da się inaczej ze względów politycznych czy światopoglądowych, to starać się przynajmniej nie szkodzić.

W tej sprawie jest jeszcze inny głębszy kontekst, także niekorzystny dla Polaków na Litwie. Trudności jakie ich spotykają od lat, wynikają w swojej istocie z braku tolerancji i poszanowania dla mniejszości, wśród litewskiej społeczności. Trzeba pracy u podstaw aby wizerunek tych „innych” przestał budzić negatywne emocje u większości. Tutaj całe społeczeństwo litewskie ( w sensie całego państwa, nie poszczególnych narodowości) ma jeszcze dużo pracy przed sobą. Najbardziej w interesie mniejszości jest zatem tworzenie klimatu tolerancji i szacunku dla „innych”. Stawanie w pierwszym szeregu tych którzy tworzą klimat wręcz przeciwny, na dłuższą metę jej (tej mniejszości) będzie szkodzić. Choćby nawet przyniosło to jakieś krótkoterminowe, doraźne korzyści polityczne. Choć nie mam pojęcia jakie. Społeczeństwo będzie dalej „uczone”, że tak można i właściwie to nawet należy; czynić. A to czy dotyczy to „homosi” czy „lenkasów” to już kwestia drugorzędna. Zależna od aktualnej sytuacji czy potrzeb. Biorąc to wszystko razem pod uwagę a jeszcze i kilka pomniejszych kwestii, nadzieję straciłem.  Mogę jednak przecież się mylić. Bardzo bym chciał aby tak było.

 

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Cudze chwalicie…

miss polka litwy 2000 W Polsce trwa oszałamiająca kariera Joanny Moro. Odtwórczyni głównej roli w serialu „Anna German”. Wyznam, że odczuwam trochę „plemiennego” wstydu z powodu tego, że taki serial o tak wspaniałej postaci zrealizowano w Rosji. Anna German z Rosją (właściwie z ZSRR) była mocno związana i choć niekoniecznie były to więzi nacechowane pozytywami, to były. W końcu z krajem  który zamordował ojca ale też się urodziło i wychowało a potem uciekło, związanym się jest mocno. Tym bardziej, że po latach w kraju tym miało się status gwiazdy. W każdym razie mój wstyd nieco zmniejsza znaczny udział polskich aktorów oraz reżysera Waldemara Krzystka, w tym serialu.

W tej chwili w Polsce o Joannie Moro mówi/pisze/czyta/ogląda się bardzo dużo. Nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, iż jest traktowana jak gwiazda. Najprawdopodobniej poprowadzi w tym roku festiwal piosenki polskiej w Opolu. Prasa od brukowej po tę poważną rozpisuje się o niej i jej walorach aktorskich ale także takich zwyczajnych – ludzkich. W obu kategoriach wypada korzystnie. Talent aktorski podziwiały miliony Polaków w każdy piątek. Życie rodzinne tej młodej kobiety – matki dwójki chłopców- szczęśliwej mężatki, także odbierane jest z sympatią. Wielką popularnością cieszy się też w Rosji.

Tylko na Wileńszczyźnie ta wilnianka jakoś tak specjalnie nie błyszczy. Generalnie polskie media na Litwie dalekie są od tak dużego zainteresowania jakie budzi Joanna Moro w mediach w Polsce. Dziwi mnie to. Szczególny zarzut pod tym względem stawiam jednakże Kurierowi Wileńskiemu. W końcu to gazeta z tradycjami i jak często twierdzi jej redakcja, z misją. No to właśnie ta misja pcha się sama w ręce. I co? I nic. Wyjątkowa okazja bo to i „Polak potrafi” w tym przypadku raczej „wilnianka potrafi” i aspekt komercyjny. Ostatecznie mówimy tutaj o tzw. „show biznesie” który obejmuje także aktorów. Nawet to, że w serialu jest tyle pięknych piosenek śpiewanych po rosyjsku, działa na korzyść możliwości popularyzacji serialu i postaci aktorki w specyficznym środowisku jakim są Polacy na Litwie. We wszystkich mediach coś takiego nazywane jest tak zwanym „samograjem” napędzającym czytelników. Tylko nie w Kurierze Wileńskim. Może ta „misja” za bardzo przesłania oczy redakcji KW? Nie wiem. Wiem, że przejrzałem numery gazety z ostatnich dwóch tygodni (tekst pisany w niedzielę 28 kwietnia tego roku – przyp. autora) i nie znalazłem nic na temat serialu i tak znakomitej wilnianki.

Nie raz brałem udział w rozmowach na temat trudnej sytuacji w jakiej znajduje się gazeta. Głównie chodzi o pieniądze. Przyznaję, iż to trudność niemała. Wskazywałem jednak, że i bez pieniędzy lub z nawet z tak minimalną ich ilością, da się zrobić od czasu do czasu, coś ciekawego. Dlaczego zatem się nie robi? Czemu nie ma choćby wywiadów z rodzicami czy rodziną aktorki? Nie mam wiedzy czy ktoś podjął próbę zrobienia tego. Może tak i być może sobie tego nie życzą. Zrozumiałe i jeśli tak jest to należy to uszanować. W takim przypadku można napisać i porozmawiać choćby z dyrekcją szkoły którą ukończyła i która pewnie teraz pęka z dumy. Z sąsiadami, znajomymi. Pomysłów może być mnóstwo.

Jednakże o tym na łamach swojej gazety – szanowni czytelnicy – nie poczytacie. O czym poczytacie to sami wiecie a ja rozwijał nie będę z uwagi na lojalność oraz na chęć bycia krytycznym ale nie pastwiącym się. Ktoś może uzna, że nawet teraz jestem zbyt „ostry” i niewdzięczny. Wyjaśniam dlaczego tym, którzy takie wrażenie odnoszą. Joanna Moro jest jedną z laureatek sztandarowego (nomen omen) konkursu prowadzonego przez redakcję Kuriera Wileńskiego. W roku 2000 zdobyła tytuł „Dziewczyny Kuriera Wileńskiego”. W roku 2005 tytuł ten zdobyła Kamila Moro. Siostra?

Nie tak dawno był finał kolejnej edycji tego fajnego konkursu. Czy ktoś podjął choćby próbę zaproszenia aktorki na końcową galę? Być może i tak ale nie mogła dostosować terminów. Choć odnoszę wrażenie, że takiej próby nie było ale gdyby taką propozycję dostała to by była.  Tak przypuszczam. Naprawdę trudno o bardziej dogodną sytuację dla gazety aby ją wykorzystać. Gdy się jednak tego nie robi to … jest jak jest. Zgodzimy się chyba, że dobrze to nie jest. Jedną z odpowiedzi na to dlaczego tak jest, niech będzie to przysłowie: „Cudze chwalicie, swego nie znacie. Sami nie wiecie co posiadacie”.

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Błąd!

20121213174242_0Urzędnicy miejscy Wilna mają problem z przedszkolami. Zbyt wielu chętnych na liczbę miejsc. No i wymyślili jak temu zaradzić. Co oznajmiono ustami Pana Kamińskiego, niestety. Nie będzie się przyjmować dzieci których rodzice nie płacą podatków w Wilnie. Słowem którzy mieszkają poza Wilnem. Najczęściej w otaczającym miasto rejonie wileńskim. Mateczniku wyborczym AWPL, tak na marginesie. Uważam, że rodzice tych dzieci nie umieszczają pociech w wileńskich przedszkolach bo taki mają kaprys lub na złość urzędnikom czy Panu Kamińskiemu osobiście. Tylko najczęściej przymuszeni swoją sytuacją. Po prostu pracują w Wilnie. Dzieci swe z przedszkola muszą odebrać do określonej godziny. Zanim po pracy dojadą do przedszkola w „rejonie” może być już po czasie. Ewentualnie biegiem i „na styk”. Potrzebna im jest po prostu ta chwila między skończeniem pracy a odebraniem dziecka, na dojazd czy drobne zakupy. To nie jest do końca tak, że z tych którzy tylko pracują w Wilnie miasto nie ma żadnych dochodów. Ma. Z firm w których są zatrudniani lub z zakupów jakie robią w mieście. No i jest aspekt polityczny. Ludzie przy głosowaniu biorą pod uwagę różne ogólne deklaracje danej partii. Najbardziej jednak przekonują ich lub nie, do partii takie właśnie na pozór drobne sprawy. Utrudniające i tak już niełatwe życie młodych rodziców. W tym przypadku może to być ładnych parę tysięcy głosów. Nie wiem czy AWPL może sobie na taką rozrzutność pozwolić.

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Jakby tu wybrnąć?

indeksZapewne takie myśli zaprzątają umysł Pana Kubiliusa. Dawniej premiera a teraz nie. Chodzi o debatę w sprawie podwójnego obywatelstwa. Wszyscy już widzą, że sytuacja demograficzna Litwy zaczyna być tragiczna. Pewnym rozwiązaniem choć bardziej „papierowym” niż rzeczywistym, byłaby możliwość zgody na podwójne obywatelstwo dla obywateli litewskich. No i tutaj wypływają ci „… (autocenzura)… Polacy”. Przecież jeśli się na to zezwoli to wiadomo, że będą oni masowo starali się o obywatelstwo polskie. Skąd to wiadomo to tego nie wiadomo. Ja akurat wcale nie sądzę aby musiało się tak stać. Jednakże ja nie jestem „zdrowym nacjonalistą”. No i cóż teraz biedni konserwatyści ich lider, mają zrobić? Jak to zapisać aby było zgodne z zasadami niedyskryminowania obywateli własnego państwa ale żeby Polacy na Litwie tego uzyskać nie mogli? Tylko prawdziwi i słuszni Litwini co to zwiali do Ameryki czy innej Irlandii od swej ojczyzny ukochanej. Faktycznie jest to problem. Bo jakby tak się zezwoliło na podwójne obywatelstwo Polakom to już byłby koniec Litwy. Niedawno jasno to wyłożył niejaki Pan Ozolas. Polska i Polacy tylko czyhają aby podbić ów opływający we wszelkie dostatki kraj i zagarnąć jego złoto oraz miejsca pozyskiwania żwiru. Sądzę jednak, że trzeba wierzyć w pomysłowość niektórych przedstawicieli litewskiej elity politycznej. Z pewnością pojawią się niezwykle oryginalne pomysły. Będzie się z czego pośmiać, choć właściwie to wcale śmieszne nie jest.

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Jakby tu wybrnąć? została wyłączona

Przebogata historia – puste słowa.

imagesindeks Często się, mówi i pisze o tym jak to Wileńszczyzna i samo Wilno są związane z polskością. Wręcz są skarbnicą polskiej historii. Co jest prawdą. Historię jednakże tworzą ludzie. Gdyby tak zapytać kogoś konkretnie to kogo ma na myśli mówiąc o tej przebogatej historii? – to zapewne usłyszelibyśmy dwa nazwiska – Mickiewicz i Piłsudski. Trochę mało trzeba przyznać jak na skarbnicę. To jednak jest tylko „wierzchołek góry lodowej” takich znanych nazwisk jest znacznie więcej. Każdy znajdzie coś dla siebie. Od jakiegoś czasu staram się je przypominać. Wyręczając w tym polskie media na Litwie, niestety. Mediów tych w internecie jest coraz więcej. Ostatnio powstał kolejny nowy portal. A są i te bardziej tradycyjne jak prasa i radio. Okazało się iż także telewizyjna „Wilnoteka” dalej będzie istnieć. To dobrze. Szkoda tylko, że tymi sprawami to tak nie za bardzo się interesują. A nie jest to trudne. W końcu jeśli ja mogę to oni tym bardziej. Wiem, że media nie mogą być tylko spisem nekrologów, zapisem rocznic czy historycznymi felietonami. To prawda. Krótkie notatki szczególnie dotyczące tych postaci które mogą być atrakcyjne także dla młodych Polaków na Litwie, powinny jednak być. Używając wielkich słów bez poparcia ich bardzo konkretnym postaciami zamieniamy je w puste słowa czy wręcz frazesy.

Dzisiaj kolejna postać a nawet dwie o których warto napisać. Pierwszą jest aktorka Alina Janowska. Bardzo ciekawy życiorys. Urodziła się w ziemiańskiej rodzinie 16 kwietnia 1923 roku. Łatwo więc obliczyć że dwa dni temu skończyła 90 lat. Gratulacje. Rodzina wywodzi się z rejonu święciańskiego z tej jego części która obecnie jest w granicach Białorusi. Ona sama wyjechała z rodzinnych stron do „korony” w roku 1939 uciekając przed sowiecką „interwencją”. Jej stryj nie miał tyle szczęścia i jest jednym tych których zamordowano w Katyniu. W Warszawie Alina czynnie włączyła się w działalność ruchu oporu przeciwko hitlerowcom. Spędziła kilka miesięcy w owianej złą sławą „Serbii”. Specjalnym więzieniu dla kobiet prowadzonym przez Gestapo. Jako łączniczka batalionu „Kiliński” brała udział w Powstaniu Warszawskim. Kariera aktorska zaczęła się po wojnie. Współczesnym widzom najbardziej zapewne kojarzy się z serialem „Złotopolscy” gdzie wcielała się w rolę Eleonory Gabriel. Starsi zapewne pamiętają ją z filmów „Skarb” czy „Podróż za jeden uśmiech”. No i seriale „Czterdziestolatek”, „Wojna domowa”. Trudno przeoczyć jej rolę z uwagi na charakterystyczne postacie jakie grywała. Słowem ciekawa „kresowianka” z niezwykłym życiorysem.

Znacie takie kiedyś bardzo popularne komiksy o „Kajku i Kokoszu”? Ich autor Janusz Christa urodził się nie gdzie indziej jak  Wilnie właśnie. Nie był z tym miastem jakoś bliżej związany ponieważ urodził się w roku 1934. Po wojnie jako dziecko z rodziną trafił do Polski. Związany najbardziej był z Sopotem i Kaszubami. Fakt jednak jest faktem. Z urodzenia to „wilniuk”.

Warto moim zdaniem przypominać takie postacie. Trzeba wypełniać wielkie słowa konkretną treścią. Tylko wtedy będą one miały sens.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Wileńszczyzna kluczem dla AWPL.

indeks Obserwujemy ostatnio dość moim zdaniem, nieprzemyślane usiłowania AWPL aby stać się partią ogólnokrajową. Czyli ta obowiązkowa nauka religii w szkołach czy aborcja. Działania te zapewne mają zmierzać do poszerzenia elektoratu. Między bajki bowiem wkładam deklaracje o tym, że tu nie o żadne „słupki poparcia” chodzi. Gdyby tak było AWPL byłaby jedyną taką znaną mi partią której nie chodzi o zwiększenie liczby głosów tylko nawet o ich zmniejszenie. Założenie jest zapewne takie, że być może to nieco uszczupli ten elektorat który oddał głosy na AWPL.

Czyli głównie regionalny i Polaków ale w niewielkim stopniu bo tradycyjnie są religijni. Za to powiększy ogólnokrajowy co zrekompensuje tę stratę i to z solidną nawiązką. Moim zdaniem to błąd. Owszem Polacy są tradycyjnie religijni ale nie tego w pierwszym rzędzie oczekują od AWPL. Paradoks bowiem polega na tym, że klucz do zbudowania partii ogólno litewskiej leży właśnie w tym regionalnym – polskim – elektoracie. Postaram się wyjaśnić dlaczego tak uważam.

AWPL w staraniach o stanie się partią ogólnokrajową jest w bardzo trudnej sytuacji. Jest w opinii ogólnokrajowej „skażona” polskością. Sama nazwa partii mówi to wyraźnie. Osoba lidera i najważniejszych działaczy także kojarzy się jednoznacznie z tym samym. W końcu pracowali na taki wizerunek przez długie lata. Nie da się go zmienić od tak, powiedzmy deklaracjami, w czasie jednej kadencji. Już samo to, zadanie jakie sobie stawiają, czyni karkołomnym. Zmiana nazwy partii jest bardzo ryzykowna. W końcu jednak ryzyko utraty tej podstawy elektoratu byłoby wtedy ogromne. Wymiana liderów jest zupełnie nieprawdopodobna. Przecież nie wymienia się liderów którzy osiągnęli sukces wyborczy. A takim było przekroczenie wyborczego pięcioprocentowego progu.

Z pewnych względów sprawy gospodarcze są na razie traktowane marginalnie. Choćby dlatego, że pozostałe partie koalicji rządzącej mają podobne zdanie. A oryginalnych pomysłów brak. No chyba, że za takowy uznać biopaliwa. Nie do zrealizowania w jednej kadencji i na dodatek z dość wątpliwą opłacalnością. Nie wspominając o kosztach na które środków brak. Zatem wyborca ogólno litewski raczej zagłosuje na nich (inne partie koalicyjne) niż na AWPL. Zostały więc sprawy światopoglądowo-ideologiczne. Trudność polega na tym, że tutaj łatwiej o poparcie w opozycji niż w koalicji. Dlatego uważam, że to nie jest dobry pomysł. Jak zatem poszerzyć ten elektorat? Moim zdaniem przede wszystkim zrealizować to co jest najważniejsze dla podstawowego elektoratu. A są to sprawy równych praw dla mniejszości narodowych. Jestem przekonany, że choćby AWPL wprowadziła najbardziej nawet restrykcyjną ustawę antyaborcyjną. Wprowadziła przymus nauki religii od przedszkola po studia rolnicze.

Zbudowała ze trzy sanktuaria i ustaliła obowiązek leżenia krzyżem dla każdego przez połowę niedzieli. To i tak poparcia wśród podstawowego elektoratu nie uzyska. Nie zwiększy też oparcia u ogólno litewskiego. W przypadku gdy w sposób znaczący nie poprawi sytuacji mniejszości narodowych, rzecz jasna. To jest ta podstawa na której można budować inne pomysły jak na przykład te które wymieniam. Raczej jednak nie odwrotnie. No tak ale jak się ma poprawa sytuacji mniejszości narodowej do uzyskania poparcia elektoratu ogólno litewskiego?

Na tym właśnie polega największy paradoks. Po pierwsze tylko wtedy będzie podstawa do innych projektów. Utrzyma się podstawowy stały elektorat i będzie można na tej solidnej bazie proponować inne pomysły. Nawet religijne jeśli taka wola. Choć warto pamiętać, że Litwa to nie Polska czy Irlandia a Litwini to nie Polacy tradycyjnie mocno związani z religią katolicką. Ja bym jednak mimo wszystko stawiał na gospodarkę bo to jest tym co nurtuje i utrudnia obecnie życie obywatelom Litwy, bez względu na narodowość. Można w tym szerokim pojęciu wyszukać dla siebie oryginalną, realną i wyróżniającą z innych partii, niszę.

Po drugie tym innym wyborcom pokaże to co w polityce jest ważnym wyznacznikiem dla potencjalnego wyborcy. Skuteczność mianowicie. Wyborca ocenia nie tylko to czy mu propozycje odpowiadają ale także możliwości ich realizacji przez partię starającą się o jego głos. Kiedy widzi, że nie potrafią tym „najbardziej swoim ze swoich” załatwić tego czego od partii wymagają, to tym bardziej nie załatwią nic dla tych „mniej swoich”. Gdy jednak zobaczą jak AWPL znajdująca się w obiektywnie trudnej sytuacji, mimo to skutecznie i znacząco poprawi sytuację mniejszości narodowej to jest spora możliwość, że uzna ją za partię wyjątkowo skuteczną i zręczną. To jest ta szansa. Wychodzi na to, że klucz do stania się przez AWPL partią ogólnokrajową leży na…Wileńszczyźnie.

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Wileńszczyzna kluczem dla AWPL. została wyłączona

Obdarowani. Czy bezradni?

imagesPolacy na Litwie w kontaktach z Polakami z „korony” często występują w roli tych obdarowywanych. Dotyczy to organizacji społecznych, szkół czy zespołów, a czasem i osób indywidualnych. Nie ma w tym w sumie nic dziwnego. Czy ktoś się dziwi temu, że Włosi starają się wspomagać swych rodaków za granicami kraju? Tak samo Litwini. Ci to nawet wspomagają swoich rodaków w granicach kraju. W rejonie wileńskim czyli tuż koło stolicy. Takie kuriozum. Dlaczego zatem inaczej mieliby postępować Polacy?

Ciągnie to jednak za sobą pewne konsekwencje. Kreuje wizerunek szkodzący samym Polakom na Litwie, a polegający na tym, że jakby nie „macierz” to nic by się nie dało zrobić. Każdy przecież widzi, że jeśli tylko pojawia się jakiś problem czy to z zespołem folklorystycznym lub piłkarskim, z radiem czy gazetą z domem kultury czy czymkolwiek innym, natychmiast pojawiają się głosy – niech Polska da. To naturalne bo do kogo niby mają się zwracać? Do Buenos Aires?

Tyle tylko, że nie uczy radzenia sobie samu. W pierwszej kolejności. Polska przekazuje całkiem spore sumy dla Polaków za granicami. W tym dla tych na Litwie też. Niestety nie są to sumy wystarczające na wszystko. Czy nam się to podoba czy nie, tendencja jest taka, że te kwoty raczej w najbliższych latach nie będą zwiększane. Co więcej zmienia się sposób udzielania dotacji. Coraz częściej są to środki na konkretny projekt przewidujący konkretne efekty. To będzie warunek ich pozytywnego rozliczenia lub nie. Będzie to też miało wpływ na przyznanie kolejnych dotacji. Środki „na trwanie” najwyraźniej będą ograniczane.

Co w takiej sytuacji robić? Po pierwsze nie wiem dlaczego dużą część swoich potrzeb polska społeczność na Litwie, nie mogłaby zaspokoić sama. W końcu w dość zwartej formie mieszka tutaj około 200 tys. Polaków. Miasto Olsztyn w Polsce liczy kilkanaście tysięcy mniej mieszkańców. Posiada jednak samowystarczalne media. Teatry, kina, muzea, galerie, kluby sportowe. Największa organizacja społeczna Polaków na Litwie twierdzi, że co roku jest w gronie krajowych rekordzistów uzyskujących środki z odpisu podatkowego. Często nawet na pierwszym miejscu. Kiedyś organizacja ta miała dobry zwyczaj upublicznia sposobu wydatkowania tych środków. Od kilku lat nie da się tego odszukać od tak sobie w internecie. Nawet na stronie ZPL. Szkoda. Może to jest powodem tego, że tak trudno z tą samowystarczalnością? Gdyby każdy Polak na Litwie na cele kultywowania swojej tożsamości narodowej przeznaczał rocznie choćby tylko 60 litów czyli 5 litów miesięcznie. To byłoby to około 9 milionów litów rocznie. Wiem, że takie wyliczenia nijak się mają do rzeczywistości bo większość nie przeznaczy nic. Mimo wszystko w samej społeczności jest niewykorzystany potencjał na realizację celów które sami zainteresowani deklarują jako im drogie. Owszem drogie ale najwyraźniej nie na tyle aby to się przełożyło na najskromniejsze choćby składki.

Jest jeszcze inna droga, alternatywna wobec „macierzy” a moim zdaniem zdecydowanie zaniedbywana. Fundusze unijne. Czasem słychać, że jakiś samorząd jakieś środki uzyskał. Jednakże nie tylko organa administracji mogą o takie środki się starać. Nie słyszałem jednak aby jakakolwiek polska organizacja (poza chlubnym wyjątkiem – EFHR) taki wniosek składała już nie mówiąc o pozyskaniu pieniędzy. Nie mam pojęcia dlaczego. Co więcej dostępne są nie tylko środki Unii Europejskiej. Są także możliwości uzyskania pomocy z krajów spoza tej Unii. To tak zwane Fundusze Norweskie. Podobne możliwości stwarza Program Szwajcarski. Podaję linki do ich polskich stron internetowych, ale te fundusze są dostępne także na Litwie. Możliwości zatem są. Trzeba jednak umieć po nie sięgnąć. Tutaj nie wystarczy obszernie i płakliwie rozwodzić się nad „lietuvską przemocą”. To za mało.

Skończyć czas z wizerunkiem prześladowanego i oczekującego pomocy. Taka postawa wchodzi w krew i nie dość, że tępi zaradność i rzutkość to jeszcze umniejsza poczucie własnej wartości. Dodatkowo jeszcze czasem prowadzi do postawy roszczeniowej w stylu „mnie się należy”. Zupełnie jak w tym starym dowcipie:

„Pewien zamożny Żyd miał ubogiego brata. Wspomagał go więc co miesiąc określoną kwotą pieniędzy. Kwotę tę bratu wypłacano w biurze. Pewnego miesiąca jak zwykle, ubogi zgłosił się do biura po swoją zapomogę. Otrzymał jednak tylko jej połowę.

– Proszę zrozumieć, Pana brat ma w tym miesiącu poważne wydatki. Wydaje córkę za mąż. – tłumaczono mu w biurze.
– A niech sobie wydaje jak chce. Tylko dlaczego za MOJE pieniądze?”

Właśnie. Niestety ale czasem i takie postawy się zdarzają.
Tymczasem nic tak nie wzmacnia poczucia własnej wartości jak samowystarczalność i niezależność. Zacząć zatem należy kształtować wizerunek samodzielnego i zaradnego Polaka na Litwie. To jest możliwe. Społeczności mniejszości narodowych w Europie znaczną część środków na swoje cele kulturalno-oświatowe pozyskują właśnie z takich źródeł jak te wymienione powyżej alternatywne rozwiązania no i ze swoich własnych składek. Czemu Polacy na Litwie by nie mogli? Polska zawsze będzie ich wspomagać bo tego wymaga i jej racja stanu. Duży kraj nie może sobie pozwolić na odwrócenie się od swoich rodaków za granicami.

To by poderwało jego prestiż w oczach innych krajów, a to przełożyłoby się na skuteczność w polityce międzynarodowej. Nie oznacza to jednak, że ma zaspokajać wszystkie ich potrzeby w dziedzinie kultywowania wartości narodowych. Zresztą nawet nie jest wstanie tego robić. Najlepiej o swoje dobro każdy dba sam a jak to będzie wymagało wysiłku to i wartość tego co się uzyska jest bardziej ceniona. Chyba właśnie o docenienie tego, że się kultywuje swoją tożsamość; chodzi? A tożsamości nikt nie może darować ani jej kroplówką podtrzymywać przy życiu. Ona jest albo jej nie ma. Jak ma być i zdrowa; to powinna być jak najbardziej samowystarczalna, co najwyżej tylko trochę wspomagana przez „macierz” ale nie utrzymywana. Chcieć to móc.

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Obdarowani. Czy bezradni? została wyłączona